czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 34 "Miłość?"

AMANDA'S POV

-Może pójdę z tobą, gdziekolwiek idziesz?- zapytał Josh

-Jasne! Ale ja naprawdę nigdzie się nie wybieram- odpowiedziałam

-Naprawdę? W takim razie wiem gdzie możemy iść- powiedział i uśmiechnął się

Złapał mnie za rękę i ruszył chodnikiem prowadząc mnie ze sobą. Gdziekolwiek chciał iść. Wkrótce Josh wszedł do kawiarni i usiadł na krzesło przed tym jak odsunął jedno specjalnie dla mnie. Był takim Gentleman'em, a ja ledwo go znałam. Siedziałam tak naprzeciwko chłopaka i po prostu rozglądałam się po kawiarni. Jestem pewna, że nie byłam tu wcześniej.

-Więc Amanda co robiłaś samotna, na ulicy spacerując zaraz po burzy?- Zapytał

-Aktualnie...chciałam uciec od...walki- wymamrotałam

-Jaki typ walki masz na myśli?-zapytał

-Fizyczna bójka pomiędzy dwoma moimi przyjaciółmi, a moim chłopakiem- odpowiedziałam cicho

-Tak mi przykro- powiedział i chwycił moją rękę ze stołu pocieszająco pocierając o nią kciukiem.

-Nie powinno, jest w porządku- powiedziałam uśmiechając się do niego

Uśmiechnął się do mnie otwierając usta chcąc coś powiedzieć, ale szybko je zamknął iż podeszła do nas pani chcąc zebrać zamówienie. Zamówiliśmy co chcieliśmy i kontynuowaliśmy rozmowę.

-Chcesz zagrać w grę?- zagadał

-Jaką grę?- zapytałam

-Dwadzieścia pytań. Po prostu zadajemy sobie 20 pytań-odpowiedział

-Wiem co to 20 pytań nie jestem głupia- powiedziałam z uśmiechem

-Ja nie jestem ślepy- Odpowiedział starając się brzmieć na zdenerwowanego, ale nie wychodziło mu to co doprowadziło mnie do śmiechu.

-Przepraszam, jesteś zbyt elegancki- powiedziałam moim dziecięcym głosem i posłałam mu uśmiech

-Dobra, więc dwadzieścia pytań...chcesz żebym zaczął?

-Tak!-powiedziałam

-Więc począwszy od łatwych...jaki jest twój ulubiony kolor?-zapytał

-Albo morski, albo koral. Lubisz kiedy dziewczyny mają tatuaże?

-Nie mam nic przeciwko kilku, tylko żeby nie przytłaczała mnie ich ilość. Ile masz lat?- zapytał

-Jestem osiemnastolatką, a ty, ile masz lat?-odpowiedziałam i zapytałam.

-Dwadzieścia jeden. Twoje ulubione zwierzę?

-Zdecydowania słoń, zawsze chciałam jeździć na jakimś.Masz rodzeństwo?- kolejne pytanie

Kontynuowaliśmy przepytywanie siebie przez jakieś pół godziny popijając drinku, które mieliśmy. Muszę przyznać, że Josh to naprawdę miły i zabawny chłopak.

-Gram na perkusji od kiedy skończyłem trzy lata...Hm...lubisz swojego chłopaka? Tak czy nie?- zapytał powodując iż westchnęłam.

-To trudne pytanie. Myślę, że...To znaczy kocham go w jednej chwili, bo jest naprawdę bardzo słodki, ale w następnej chwili nienawidzę go, bo jest wielkim dupkiem. Oh i przysięgam, że ma problemy z gniewem! Niestety całą złość wylewa na mnie, to złe. To nie tak, że on tylko na mnie krzyczy. Nie mogę sobie z tym poradzić, a potem zranił mnie fizycznie. Nie wiedziałam co zrobić i postanowiłam go zostawić, więc on znalazł mnie i moich przyjaciół i wszczął bójkę, a to zraniło mnie jeszcze bardziej. Nie wiem czy ja go kocham i czy on kocha mnie. Gdy się kogoś kocha nie bije się go i się na nim nie wyżywa, a następnie doprowadza do łez, prawda? Lecz gdy kogoś kochasz i już to zrobisz to próbujesz go w jakiś sposób pocieszyć, a nie iść w drugą stronę, tak jak to zrobił on. Najpierw przez niego płakałam czego on udawał, że nie zauważył i poszedł w drugą stronę jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ja dalej trwam w miłości do niego, mimo tego bólu, który przeżywam. To znaczy, wiem, że chce mnie chronić ciągle to powtarza, ale jeśli  nie ufa dwóm moim najlepszym przyjaciołom, tylko dlatego, że to faceci to sprawia, że czuję się jakby on mi nie ufał. On nie musi być nadopiekuńczy, mogę coś zrobić sama dla siebie, ale on nie widzi tego! On nie pozwala zrobić mi niczego dla siebie, nie chce żebym się zraniła i te sprawy, ale potrzebuję czasem zrobić coś samodzielnie. Nie sądzę, że on to rozumie, myśli raczej, że wszystko co miałabym robić zraniło by mnie w jakiś sposób...ale się myli- powiedziałam cicho.

-Aww kochanie, nie sądzę, że zasługujesz na bycie z kimś kto cię tak traktuje, myślę raczej, że zasługujesz na bycie z osobą, która będzie traktować cię...po prostu dobrze. Traktuj kogoś tak, jak chcesz być traktowana-powiedział również cicho

-Ja po prostu nie sądzę, że mogłabym go zostawić, boję się to zrobić z drugiej strony, bardzo bym za nim tęskniła-wymamrotałam

-Nie opuszczaj go. Spróbuj wprowadzić trochę dystansu- zaproponował

-Nie mogę, już próbowałam i to po prostu go denerwuje...nie lubi tego w sumie to jestem zaskoczona, jestem tu bez jego wiedzy i jeszcze go tu nie ma...-powiedziałam

Wyjrzałam zza okno w kawiarnie "niespodzianką" był dla mnie Louis idący chodnikiem trzymając ręce w kieszeniach. Włosy w nieładzie, oczy dzikie, a jego emocje buzowały wokół pokazując wszystkim jak bardzo przygnębiony jest. Chwyciłam rękę Josh'a i szybko wstałam. Wybiegłam z kawiarni ciągnąc chłopaka za sobą.

-Co robimy?-zapytał głośno

-Shhhh- uciszyłam go przykładając moja dłoń do jego ust.

Poczułam coś wilgotnego i zarazem ciepłego wokół ręki, którą natychmiast odsunęłam od twarzy Josh'a..

-Czy ty właśnie mnie polizałeś?- Zapytałam cicho ciągle odwracając się i wreszcie przenosząc wzrok na chłopaka.

-Tak-odpowiedział

-Dlaczego?!

-Ponieważ sprowokowałaś mnie! Twoja rękę była na moich ustach!- odpowiedział. Gotuje się we mnie.

-Jesteś frajerem- powiedziałam machając ręką w dezaprobacie

-Nie, nie jestem- powiedział wyginając swoją dolną wargę

-Tak, jesteś!-powiedziałam z uśmiechem

-Nie jestem!- krzyknął jak małe dziecko, a mój uśmiech zadrżał

Odwróciłam się. Louis szedł w naszym kierunku. Jego wzrok na chwilę zetknął się z moim. Złapałam Josh'a za rękę i pobiegłam z nim w dół ulicy. Jak najdalej od Louisa... Odwróciłam się aby zobaczyć gdzie on jest, ale wtedy mnie złapał. Cholera...

---------------------------------------------

100KOMENTARZY=NEXT

Widziałam kilka komentarzy na temat komentarz=rozdział. Rozumiem, że wam się to nie podoba i nie musicie komentować, bo chyba 1 komentarz to nie problem z resztą była ankieta i większość była za komentarzami także...

PS. Jutro mam urodziny życzcie mi najlepszego :) i udanych mikołajek YOLO!