sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 7 "Za Późno"

AMANDA POV

Zayn przejął kontrolę nad moim ciałem ciasno owijając rękę wokół mojej tali, zrobił to na tyle dobrze, że gdy szliśmy ciężko mi było się poruszać. Krzyczałam i płakałam, próbowałam się wyrywać. Nic nie dawało efektów. Po chwili marszu od strony Zayna przybiegł jakiś chłopak.

-Co zrobiłeś Louisowi? - zapytałam ostatecznie. Byłam zła, nawet bardzo, ale przynajmniej udało mi się zatrzymać mój płacz.

-Oh... Po prostu powiedźmy, że przez chwilę się nim zaopiekowałem - powiedział chłopak zanim zachichotał swoim głębokim głosem.

-Czy, czy on nie-nie żyje?- jęknęłam

-Żyje, ale zemdlał- powiedział chłopak z podejrzanym uśmiechem na ustach.

Próbowałam wydostać się spod ramienia Zayna ale nic nie przynosiło oczekiwanych efektów. Wydawało mi się, że za każdym razem kiedy tylko zrobiłam jakiś ruch, uścisk Zayna zaciskał się mocniej, tak jakby wiedział, że chcę stąd wyskoczyć. Ostatecznie auto się zatrzymało. Skręciliśmy w lewo. W małą uliczkę. Zayn, który szedł na czele rozglądał się po prawie pustej alei. Zobaczyłam dwóch mężczyzn, tych przed którymi Louis mnie uratował, oparłam się o Zayna,  na co on tylko głęboko zachichotał.

Ci dwaj patrzyli na nas chwilę, aż nie zaczęli się uśmiechać w swój specyficzny sposób, wtedy chyba zrozumieli kim jestem. Zaczęli powoli zbliżać się ku nam, tak, że Zayn to zauważył.

- Trzymaj się z dala- warknął

-My po prostu chcieliśmy mieć trochę zabawy, nic więcej - jeden z mężczyzn odpowiedział.

-Cóż musicie znaleźć sobie kogoś innego, ona jest moja - Zayn zapyskował

Obydwoje mężczyźni podeszli naprzeciwko Zayna z głupimi uśmieszkami wymalowanymi na ich twarzach. Zayn zmierzył ich zabójczym wzrokiem, a ja ze strachu po prostu usiadłam w jego ramiona. Mężczyźni wyciągnęli ręce aby mnie dotknąć. Na szczęście zza pleców Zayn'a wyłonił się chłopak, który uderzył tych typów w twarz z taką siłą, że leżeli już na ziemi.

-Dzięki Liam!- powiedział Zayn z małym uśmiechem

-Nie ma problemu- chłopak odpowiedział

Zayn razem ze mną zaczął powoli iść aleją, a kilka kroków za nami szedł Liam. Chłopcy zaprowadzili mnie do małego domku, który znajdował się na środku pustej ulicy, w pobliżu nie było żadnej żywej duszy. Liam przekręcił zamek w drzwiach, a następnie gwałtownie je popchnął. Wszyscy szybko weszliśmy do środka,  a drzwi zostały natychmiastowo zamknięte na klucz. Gdy tylko Zayn to usłyszał postawił mnie na nogi.

Gdy tylko poczułam jak moje stopy dotykają podłogi, podbiegłam do pierwszego lepszego okna próbując je otworzyć, zrobiłam tak ze wszystkimi oknami i drzwiami. Wszystko zamknięte. Nagle usłyszałam głęboki chichot dobiegający z pokoju, w którym się teraz znajdowałam. Odwróciłam się, a moim oczom ukazał się Zayn. Opierał się o framugę drzwi, ale kiedy nasze spojrzenia się spotkały zaczął iść w moją stronę z charakterystycznym dla siebie uśmiechem.

-Chyba, nie myślisz, że jestem na tyle głupi, żeby pozostawiać wszystko otwarte, prawda? - powiedział mi do ucha, ocierając przy tym ustami o mój policzek.

Nie odpowiedziałam, bo co ja miałabym powiedzieć? Ja tylko tam stałam, czułam lekkie przymrożenie do podłogi, które powodowało, że nie mogłam się poruszyć. Zayn ciągle spoglądał na mnie co powodowało, że czułam się nie komfortowo. Miałam już wybiec z pokoju, kiedy chłopak chwycił moje ramię i pociągnął je tak, że teraz stałam twarzą w jego stronę. Stuknęłam kilka razy w klatkę piersiową Zayna co tylko spowodowało, że kiwnęłam się kilka razy w przód i w tył.

-Gdzie myślałaś, że pójdziesz?- Zayn warknął mi do ucha

-Em...Ja jestem spragniona - skłamałam

Chłopak westchnął, najwidoczniej moje zachowanie irytowało go. Zayn wyciągnął mnie z pokoju, kierował się ze mną wzdłuż holu skręcając po chwili do innego pokoju, kuchni. Był  tam już Liam, akurat jadł coś.

-Liam, daj jej wody- powiedział Zayn, opuszczając mnie na ten jakże ważny moment i popychając w stronę chłopaka.

Liam uśmiechnął się do mnie. Ale nie był to uśmiech "na idiotę" czy na " Ale z ciebie frajer!" to był prawdziwy uśmiech. Zgodnie z tym co powiedział Zayn, Liam otworzył szafkę i wyciągnął z niej kubek, do którego nalał wody, a następnie podał mi go .Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, zdecydowanie nie był jak Zayn.

-Więc... Co macie zamiar ze mną zrobić?- zapytałam biorąc łyk wody

-To informacja dla Zayna i ja wiem, że raczej się nie dowiesz- odpowiedział niegrzecznie

-Liam! Musimy stąd uciekać. Louis nas tu znajdzie!- Zayn krzyknął z drugiego pokoju.


LOUIS POV


Poczułem jak ktoś intensywnie wstrząsa moimi ramionami. Powoli otworzyłem oczy, które od razu zauważyły tego gościa z hotelu. Wstał i otrząsnął się. Co on to robi?

-Gdzie jest Amanda?- warknął

-Zayn i Liam ją wzięli- powiedziałem podnosząc się

-Kim oni są?- zapytał

-Są ludźmi wokół których Amanda nie powinna przebywać- odpowiedziałem

-Dlaczego jej nie obroniłeś? - zapytał, prawie krzycząc.

-Straciłem przytomność, przepraszam - powiedziałem wymijając go i odpychając od siebie.

Pośpiesznie zebrałem się i szedłem wzdłuż chodnika.

- Gdzie, ty w ogóle idziesz?! - zapytał podbiegając do mnie

-Znaleźć Amandę - odpowiedziałem

-Pomogę ci- powiedział, to nawet nie było pytanie!

-Świetnie, ale nie wchodź mi w drogę- warknąłem i szedłem dalej

Szedłem w dół chodnika. Wiedziałem gdzie zmierzam. Oni zapewne są właśnie w domu Zayna. Zayn jest na tyle wspaniałomyślny i elegancki, żeby zaprowadzić ich do takiego miejsca. Czułem jak oczy tego chłopaka wypalają dziurę w mojej głowie.

-Co?!- warknąłem

-Jak mogłeś? - zapytał

-Jak mogłem co?- ponownie warknąłem

Przestałem iść i zaczynałem być na niego coraz bardziej wkurzony.

-Jak mogłeś ją zranić?- zapytał zimno

-Nie zraniłem jej - odwarknąłem- Trzymałem ją w bezpieczeństwie, chroniłem ją

-Więc chyba ta praca nie wychodzi ci najlepiej zważając na wszystkie okoliczności - powiedział wywracając na mnie oczami.

-Chyba czegoś nie skończyłeś! To ty zaprowadziłeś ją do tego pokoju hotelowego i ty też przyczyniłeś się to takiego obrotu wydarzeń!- kopara mu opadła

Od tego czasu nie powiedział nic. Szedł w ciszy. Gdy idąc znaleźliśmy się blisko domu Zayna spojrzałem na tego typa. Nie był mi do niczego potrzebny, ale jeśli chce pomóc znaleźć Amandę, to go wykorzystam.

-Tak czy inaczej, jak masz na imię? - zapytałem

-Harry-odpowiedział

-Jestem Louis-powiedziałem

Byłem już tak blisko tego domu, że dobiegłem sprintem naprzeciw temu budynkowi. Kroki Harrego były strasznie głośne. Odwróciłem się, a on zmierzył mnie wzrokiem. Moją uwagę, przeniosłem jednak na drogę. Usłyszałem gwałtowne trzaśnięcie drzwiami i szybki odjazd z piskiem opon. Samochód wjechał na jezdnię i jechał według swojej trasy. Było zbyt późno. Zatrzymałem się zaczerpując oddech przed tym rzucając się w pogoń za rozpędzającym się autem.

-Poddaj się Louis, ona jest nasza!- usłyszałem krzyk Zayna przez okno.

W tym samym oknie pojawiła się też Amanda. Spojrzała na mnie i właśnie wtedy na jej policzku zaczęło spływać kilka wyraźnych łez. Oglądanie jej twarzy zmusiło mnie do dzikszego biegu za autem. Niestety auto przyspieszyło i znikło z mojego zasięgu wzroku. Przestałem biec. Moje dłonie wylądowały na kolanach, a ja sam próbowałem zaczerpnąć głębsze oddechy.

-Znajdziemy ją- powiedział Harry i pocieszająco zaczął masować mnie po barku.

-Nie dotykaj mnie!- warknąłem lekko przy tym dysząc.

Harry szybko wycofał rękę i pozostawił moje plecy w spokoju, zrobił też kilka kroków ode mnie. Kiedy ostatecznie złapałem oddech zaczęliśmy iść w dół ulicy w ciszy. Zayn i Liam lepiej nie kładźcie rąk na Amandę albo będę zmuszony was zabić. Wszystko czego teraz potrzebuję, to znaleźć Amandę.








20 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!!! Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe, mam nadzieję, że Louis i Harry uratują Amandę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział ;D Harry jest spoko.
    Z jego pomocą Lou znajdzie Amandę... mam taką nadzieję ;p
    Czekam na nn :) Buźki ;******

    OdpowiedzUsuń
  4. czekam NN
    kocham kocham kocham

    M.S

    OdpowiedzUsuń
  5. mam nadzieję że w końcu ją znajdzie...
    zapraszam też do siebie na nowy rozdział http://hiheeuih.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam! jedna z lepszych ff, które czytam! <3

    jeśli chcesz wpadnij do mnie c;
    louis-younger-sister.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. DAJ SZYBKO NEXT BŁAGAM!!!:(

    OdpowiedzUsuń
  9. to jest swietne! <33333333 kocham cieee! <333 i czekam na next ;**** //patty

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. http://louis-tomlinson-fanfiction-chameleon.blogspot.com/

    Chelsey ma wszystko. Przyjaciół, pasję- jazda konna wyczynowa. No prawie wszystko- brakuje jej jeszcze kochającej rodziny. Jej rodzice zginęli rok temu w niewyjaśnionych okolicznościach. Wiadomo tylko że popełniono morderstwo. Sprawcy ani motyw nie jest znany do dziś. Po makabrycznej wiadomości Chelsey wyprowadza się z rodzinnego miasteczka i wprowadza do Bradford. Tam próbuje się znaleźć sobie hobby by zapomnieć o przeszłości. I w końcu udaje jej się. Konie stał się jej "drugą rodziną".
    ***
    - No Chels, wskakuj na konia i wbijaj na arenę.
    - Jasne. Jake,już zaraz będę na starcie, daj mi chwile ok? Chcę się jeszcze zrelaksowac- baknęłam Nigdy nie lubiłam gdy ktoś mnie poganiał. Zwłaszcza w dniu jakiegoś wyścigu. Uhh to jeszcze bardziej stresuje. Już nogi mi się trzęsą.
    -No niech ci będzie. Skop im wszystkim tyłki maleńka- zaśmiał się.
    -Jasne, jasne, już pędzę- Przewróciłam oczami. Jake czasami jest irytujący.
    Gdy zostałam już sama, podeszłam do konia i pogładziłam jego lśniącą, długą, grzywę. Ohh Danger mój koń był lekko zestresowany. Odczuwa pewnie to samo co ja. -Biedaczek- szybko szepnęłam i zostawiłam na chwilę konia samego. Poszłam po siodło, do sąsiedniego zaplecza. Wybrałam brązowe, czułam się w nim najwygodniej a po za tym było lżejsze od czarnego co było też lepsze dla konia. Gdy wróciłam zarzuciłam mu je na grzbiet i gdy miałam już usciąsc gdy nagle poczułam na swojej szyi ciepły oddech. Odwróciłam się i ujrzałam niebieskookiego chłopaka, który był znacznie wyższy ode mnie, ba jego mięśnie były tak spore że aż się wystraszyłam że może mi zrobić krzywdę.. No tak przy 165 cm wzrostu to się nie poszaleje, pomyślałam.Nieznajomy widać nie był tak samo wystraszony jak ja bo pogładził mój policzek wierzchem swojej dłoni. Wzdrygnęłam się na to uczucie. Nikt mnie tak nie dotykał. Nie mam chłopaka. Po za tym do jasnej cholery to był koleś którego pierwszy raz na oczy widziałam. strąciłam jego rękę. Moja reakcja go rozbawiła bo uśmiechnął się pod nosem. -Zadziorna- mruknął. Już miałam mu odpyskować ale pierwszy zaczął mówić
    - Postaraj się. O wysoką cenę się założyłem że wygrasz...
    ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  12. Możesz podac link do oryginału ? I kto jest wgl autorem tego opowiadania ? ( nigdzie tego nie zamieściłaś . )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pytaniami zapraszam na aska. Odpowiedź na to pytanie już się pojawiła.

      Usuń
  13. Ja pierdole to jest tak świetne, że nie wierzę *O*
    Dopiero dzisiaj odkryłam tego bloga, ale mam nadzieję, że jak najszybciej będą pokazywały się kolejne części!
    Masakra, zakochałam się po prostu i dziękuję ci, że tłumaczysz te opowiadanie! <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział jest świetny. Louis wygląda na upartego co mi się podoba. Oby się nie poddawał ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominuję cię do : The Versalite Blogger Award więcej tutaj : http://with-you-came-all-that-impossible.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Omg to jest amazing ;D ♥

    OdpowiedzUsuń